13.09.2009
- Tato, tato! Mamy gościa! ? wołał Babik, szarpiąc za łąpkę drzemiącego po nocnych łowach ojca.
- Już synku, już wstaję ? powiedział tato przeciągając się i mierzwiąc sobie sierść na łebku.
Wyszli razem przed norkę. Borsuk rozejrzał się dokoła.
- Synku, co to za żarty? Nikogo nie widzę!
- Był tu, był naprawdę. Przyrzekam na pazur mojej babki!
- A jak wyglądał?
- Cały był cętkowany.
- Cętkowany, kręty? Mickiewicz ? wąż ? nie, to przecież nie możliwe, zganił się w myślach borsuk. A synek z zapałem tłumaczył dalej.
- Skradał się. Głowę miał opuszczoną ku ziemi i bardzo ostrożnie stawiał łapy. I wcale nie było go słychać. - Z podziwem oświadczył malec i rozejrzał się wokół. Nagle przyłożył łapkę do pyszczka i pazurkiem wskazał w kierunku powalonego buka.
- Jest tam, widzę go! ? wyszeptał Babik.
Borsuczy tato obrócił się i uważnie zlustrował leżący pień drzewa. Znad jego krawędzi wystawały dwie niewielkie kępki włosów. Poruszyły się nieco i można było zobaczyć, że wyrosły na czyichś uszach! Tato uśmiechnął się tylko. Już wiedział do kogo należą. Po chwili ciszy nad kłodą pojawił się cały sympatyczny pyszczek z bystrymi oczami i poruszającymi się badawczo wąsikami. To młody ryś. Tato borsuk rozpoznał w nim najmłodszego syna swego kolegi ? Pędzelka.
- Synku, czeka Cię niezła zabawa. Zdaje się, że Pędzelek przyszedł odwiedzić nie mnie tylko Ciebie! - uśmiechnął się Tato.