13.09.2009
Nie tak dawno temu i prawdę mówiąc wcale nie daleko stąd, na świat przyszedł mały borsuk. Był marzec ? okres, kiedy zima pakuje powoli swoje walizki szykując się do dalekiej drogi na północ, a o nadchodzącej wiośnie nieśmiało zaczynają podśpiewywać na pobliskich polach skowronki, dopiero co powracające z zamorskich wojaży.
Śniegu wokół borsuczej nory było wciąż co niemiara, gdyż bohater naszej opowieści urodził się w górach. Na razie jednak borsuczek nic o tym nie wiedział ? nora, w której mieszkała jego rodzina była duża i ciepła, a jej podłoga mięciutka, wyścielona liśćmi, mchem i trawą. Cóż za rozkosz dla delikatnej skórki małych borsuczątek ? tak, tak, nasz bohater nie urodził się sam, razem z nim na świat przyszli braciszek i siostrzyczka. Dumna mama wsłuchując się w ich przekomarzania nie mogła doczekać się chwili, kiedy pokaże swoje maluchy wszystkim zwierzętom w lesie.
Mijały tygodnie, o zimie w lesie już dawno zapomniano. Wiosenne promienie słońca baraszkowały pomiędzy gałązkami buka, jakby chciały nacieszyć się soczystą zielenią bukowych liści. Powietrze było gęste od zapachów kwiatów barwnymi plamami kraszących dno lasu i okoliczne polany. Niczym wielobarwne refleksy światła uganiały się wśród nich rzesze owadów, wśród których delikatnym pięknem wyróżniały się motyle. Cały las rozbrzmiewał radosnym śpiewem ptaków cieszących się z ciepłego wietrzyka głaszczącego ich piórka.
Z nory pod wielkim bukiem cichutko wychynął najpierw maleńki czarny nosek, a zaraz później cały czarno-biały pyszczek z czarnymi jak węgielki oczami. Z lekkim niepokojem zadrżały małe uszka, ale ciekawość świata zwyciężyła i po chwili wyłonił się z nory mały borsuczek. Niedługo po nim mrużąc oczy od niespodziewanego blasku wyszły dwa pozostałe borsuczątka. Cała trójka po raz pierwszy od dnia narodzin opuściła bezpieczną norę, aby rozpocząć przygodę swojego życia. Z otwartymi pyszczkami chłonęły otaczający ich nowy i wspaniały świat ? zachwycające wprost są te wszystkie zapachy, kolory, kształty i dźwięki! Jakże różne od tego, do czego przywykły w czasie swojego pobytu w norze. ?Cóż to jest?? myśli mała borsuczka na widok kwitnących pierwiosnków. ?Mamo, popatrz, ten kamyczek chce się ze mną bawić!? piszczy borsuczątko trącając noskiem lśniącego chrząszcza, który pewnie w tym momencie najchętniej zapadłby się pod ziemię. ?A to się je?? koniecznie chce się dowiedzieć jego braciszek próbując swoimi małymi ząbkami przegryźć leżącą na ziemi bukiew, czyli bukowy orzeszek. Mama czułym okiem spogląda na baraszkujące brzdące, choć wzdycha co chwilę pod nosem ? wie, że oto skończył się dla niej okres spokoju. Trudno o chwilę czasu dla siebie mając na głowie trójkę ciekawskich świata maluchów?
Wszyscy sąsiedzi borsuczej rodziny przyszli, aby przyjrzeć się malcom. Nie brakuje nikogo, wszak gospodarze nory już od lat cieszą się dużą sympatią u innych mieszkańców lasu. Jako pierwsi zlecieli się skrzydlaci przyjaciele Państwa Borsuków, którzy za nic w świecie nie przegapiliby takiej okazji do zabawy. Jest więc sójka ? strojnisia, która specjalnie tak usiadła, by promienie słoneczne migotały w jej błękitnych piórkach na skrzydłach. Przybył pan dzięcioł, zwany trójpalczakiem, a to z racji trzech, a nie jak u innych dzięciołów czterech palców. Grzecznie się ukłonił, zdjąłby też pewnie swój żółty kapelusik gdyby nie to, że tak naprawdę są to żółte piórka na jego główce. Nadleciały też rozwrzeszczane drozdy, które zwykle wszędzie pojawiają się całą, bardzo liczną rodziną (nawet nieproszone). Głową w dół zbiegł po pniu kowalik. Borsukom spodobał się ten gość ? z czarną maską na oczach wyglądał jak tajemniczy superbohater. Na pniaku zasiadł wielki, czarny głuszec ? sędziwy przywódca ptasiego ludu. Przekrzywił głowę i przygląda się borsuczątkom jakby się zastanawiał, co też z nich kiedyś wyrośnie.
Nie tylko skrzydlate bractwo przybyło na zaproszenie Pani Borsukowej. Skacząc wdzięcznie niczym leśne zjawy przybyły zgrabne łanie w towarzystwie dziarskich jeleni. Na gałęzi nad norą wygodnie rozłożyła się rysica ? dobrze pamiętała, jak w ubiegłym roku sama pokazywała leśnym przyjaciołom swoje kocięta. Na widok następnego przybysza ? lisicy ? borsucza mama zmarszczyła nos. Doskonale pamiętała, jak kiedyś przez chwilę mieszkały razem w jednej norze. Po kilku dniach Pani Borsukowa musiała się wyprowadzić, jako że sama będąc czyściochem, nie mogła znieść niechlujstwa swojej współlokatorki. Cicho jak duch pojawił się wilk wzbudzając popłoch wśród zgromadzonych. Dzisiaj nic im jednak nie grozi ? wilk wie, że w czasie święta nie godzi się napastować innych zwierząt. Na samym końcu nadszedł majestatyczny Król Lasu ? niedźwiedź, przed którym rozstąpili się wszyscy zebrani. Stanął na środku patrząc z góry na drżące ze strachu borsuczęta. Długo na nie spoglądał, ale wreszcie kiwnął głową na znak, że wita nowe stworzenia w leśnej rodzinie. Dla wszystkich zebranych był to sygnał do rozpoczęcia świętowania.
Zabawa trwała do samego wieczora. Kiedy wreszcie wszyscy goście rozeszli się do swoich nor, gniazd i legowisk zmęczona Pani Borsukowa przytuliła swoje maleństwa. Zanim udali się na spoczynek spojrzeli na księżyc, który wschodził właśnie nad górami. Swoim srebrzystym blaskiem otaczał potężną górę, u stóp której mieszkali ? Babią Górę. Kiedy na nią spoglądali zdało im się, że jej cień pochylił się w stronę nory, jakby sama Królowa Beskidów z radością chciała przyjrzeć się nowym mieszkańcom swoich lasów.