13.09.2009
Bardzo lubię odwiedzać Knieję Czatożańską. Piękne grube buki i jodły oraz leżące kłody kojarzą się z nieprzebytymi puszczami porastającymi te tereny przed wiekami. Gruby miękki dywan zeschłych liści z poprzedniego roku wyściełający szlaki podczas wędrówki ugina się pod stopami i sprawia wrażenie, że jesteśmy tu mile widzianym gościem. Podczas jednej z takich wycieczek w środku lata, gdy wracałem późnym wieczorem do domu usłyszałem zrazu pojedyncze, potem coraz częstsze, jedne ciche, inne głośne, krótkie i natarczywe lub zawodzące: krii, uii, uiiii ... . Gdy zapaliłem latarkę zobaczyłem zwinnie przemykające po gałązkach zwierzątko z długim popielatym puszystym ogonem. Było podobne do wiewiórki ale mniejsze, o długości ciała około 15 cm. Ledwie nadążałem ze snopem światła za wyczyniającym akrobatyczne figury zwierzakiem, który równie łatwo biegał po cienkich gałązkach i skakał z jednej na drugą, jak i szybko wspinał się po grubych pniach. W pewnym momencie zawisło na cienkiej gałązce i z dużym zainteresowaniem zaczęło mi się przyglądać swoimi dużymi ciemnymi oczami. Z futerka na głowie wystawały wyraźnie widoczne spore ruchliwe uszy, otworzyło pyszczek i ... zapytało: - Co tak wytrzeszczasz gały- Popielicy nie widziałeś- Zatkało mnie, i też pewnie oczy mi wyszły na wierzch. Myślałem, że się przesłyszałem, gdy odezwało się znów:
- Ale śmiesznie wyglądasz z otwartą gębą.
Fakt, z wrażenia otworzyłem mimowolnie usta. Ochłonąłem, jej niegrzeczny sposób wyrażania się przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Zaskoczyłaś mnie, nie wiedziałem że umiesz mówić - powiedziałem.
- Wcale nie, to ty zacząłeś wreszcie rozumieć co się do ciebie mówi - odpowiedziała i znów mnie zaskoczyła. - Wołałam cię przedtem, ale się nie odzywałeś.
Przełknąłem nerwowo ślinę przez ściśnięte gardło. Czy ja się dobrze czuję- Muszę być bardzo zmęczony, a może coś zjadłem nieświeżego - pomyślałem.
- Wszystko z tobą w porządku, nie martw się - usłyszałem, to mnie już całkiem dobiło.
- Masz dzisiaj wyjątkową okazję, by ze mną pogadać, co chcesz wiedzieć- - kontynuowała. - - Powiedz mi coś o swoich zwyczajach i ulubionym jedzeniu - powiedziałem wreszcie.
- Dobrze - zmarszczyła nosek i zaczęła opowiadać: - Jesteśmy aktywne nocą, dzień przesypiamy w kryjówkach. Są nimi wypróchniałe wnętrza drzew, dziuple dzięciołów, szczeliny po uderzeniach piorunów, budki ptasie i tym podobne miejsca. Na poszukiwanie pokarmu wychodzimy o zmierzchu. Odżywiamy się pączkami i liśćmi drzew. Czasami jemy owady, ptasie jaja i pisklęta. Latem i jesienią, żywimy się również wszelkiego rodzaju owocami. Bardzo lubimy orzeszki bukowe, czyli tzw. bukiew - gdy to mówiła, przeskoczyła na sąsiednią gałązkę i zawisła głową w dół.
- A jak radzicie sobie w zimie-
- Przed zimą przybieramy znacznie na wadze, by podczas zimowego snu móc korzystać ze zgromadzonych zapasów tłuszczu. W październiku po pierwszych przymrozkach schodzimy z drzew na ziemię i szukamy miejsca do hibernacji. Wykorzystujemy do tego początkowo nory innych gryzoni - naszych krewnych. Pod koniec zakopywania się wygrzebujemy niewielką owalną komorę, która znajduje się na głębokości 30-50 cm. Często wykorzystujemy śródleśne budynki, zakopując się przy ich fundamentach lub pod klepiskami.
Im dłużej rozmawialiśmy, tym większą sympatią darzyłem to ciekawe zwierzątko o bardzo sympatycznym wyglądzie i ośmielałem się zadawać kolejne pytania:
- Śpicie pojedynczo czy rodzinami- - dociekałem.
- Zimujemy najczęściej pojedynczo, ale zdarza się że czasami śpi mama z dziećmi. Zwijamy się w kłębek i przykrywamy ogonkami. Wtedy nasz organizm zwalnia wszystkie procesy życiowe, serce bije w tempie kilku uderzeń na minutę, a temperatura ciała obniża się z około 36 do kilku stopni powyżej zera. Śpimy całą zimę bez przebudzenia aż do maja - mówiąc to przeskoczyła na pień sąsiedniego drzewa i zgrabnie wspięła się po nim. Zobaczyłem, że kolor jej puszystego futerka na grzbiecie jest szary. Gdy skakała widać było, że na brzuszku jest jasne, a granica między barwą grzbietu i brzucha jest wyraźna.
- Czym się różnisz od orzesznicy i koszatki, twoich krewnych-
- W naszej rodzinie pilchowatych łatwo nas odróżnić po wielkości, bo jesteśmy wyraźnie większe od orzesznicy czy koszatki. Wyróżnia nas też kolor futerka, bo moja kuzynka orzesznica jest brązowopomarańczowa, a pozostałe gatunki są szarobrązowe, często z rudym odcieniem. Poza tym jak widzisz, mój pyszczek ma ubarwienie szaro-białe i nie ma charakterystycznej dla żołędnicy i koszatki czarnej przepaski, biegnącej od oka do ucha.
- A twoja najbliższa rodzina jest liczna-
- Mama popielica w środku lata rodzi przeważnie 4 - 5 dzieci i wychowuje je sama. Oseski są bezradne, nagie i ważą zaledwie 1-2 gramy, ale szybko rosną i już we wrześniu rozpoczynają samodzielne życie. Jednak w latach gdy mała jest obfitość pożywienia, kiedy buk nie owocuje nie planujemy posiadania młodych.
Raptem moja latarka zgasła i nie mogłem jej ponownie zapalić. Zawołałem, po chwili w panujących ciemnościach znów usłyszałem zrazu pojedyncze, potem coraz częstsze, jedne ciche, inne głośne, krótkie i natarczywe lub zawodzące: krii, uii, uiiii ... Po omacku, powoli ruszyłem w stronę domu. Tak się skończyła moja niezwykła przygoda z popielicą. Latarka nadal nie świeci, choć wszystko jest sprawne.