13.09.2009
Początek września to doskonała pora na spacery po lesie. Wciąż jeszcze widać ślady dopiero co zakończonego lata, choć lekko przebarwiające się liście zwiastują już zbliżającą się wielkimi krokami jesień. Promienie słońca nie są już tak ciepłe, jak jeszcze przed miesiącem, a noc każdego dnia zasnuwa świat coraz wcześniej. Odlatujące na południe ptaki intensywnie sprawdzają swoje upierzeni oczekując sygnału do wyruszenia w podróż. Stary pan Niedźwiedź rozgląda się za miejscem na gawrę, w której prześpi zimę, zaś większość leśnego bractwa zaczyna buszować po lesie gromadząc zapasy na zimę. A jest w czym wybierać! Kolczaste jeżyny zawzięcie bronią swoich słodkich owoców, pachnące maliny obiecują niezapomnianą ucztę, nawet kwaśne porzeczki skalne znajdą swoich amatorów. Borówki czarna i brusznica niczym nanizane na zielone rzemyki paciorki fioletowych i czerwonych korali kuszą wszystkich mieszkańców lasu. Dla tych, którzy wolą coś pochrupać buki rozsypały u swoich stóp orzeszki zwane bukwiami. Wśród soczystej jeszcze zieleni runa pysznią się kapelusze grzybów: borowików, kurek, maślaków czy rydzów.
Babik lubił wczesną jesień. Snujące się po lesie niteczki z małymi pajączkami mieniły się w promieniach zachodzącego słońca nieodmiennie wzbudzając zachwyt w sercu borsuczka. Wiedział, że niebawem buki, jawory i jarzębiny zaczną tracić swoje zielone sukienki, a jakże przyjemnie będzie pobaraszkować wśród szumiących pod łapkami liści. Nie mógł się też doczekać, kiedy mama zabierze go na spacer, w czasie którego razem będą zbierać owoce i grzyby.
- Pamiętaj, że nie wszystkie grzyby można jeść - Babik przypominał sobie ostrzeżenia mamy - Musisz uważać i zbierać tylko te, które dobrze znasz. Jeżeli masz jakąkolwiek wątpliwość zapytaj kogoś, kto na grzybach dobrze się zna, albo najlepiej zostaw takiego grzyba w spokoju.
Borsuczek wiedział, jak niebezpieczne potrafią być grzyby. Mama opowiadała mu o takich, które mogłyby go nawet zabić.
- Nie daj się zwieść pięknemu wyglądowi - mówiła - W przyrodzie to, co piękne może być tez niebezpieczne. Spójrz tutaj, na tego czerwonego strojnisia: dumnie stoi na swojej jedynej nodze niczym żołnierz na warcie, choć jego uroczy czerwony kapelusz nakrapiany białymi plamkami w niczym nie przypomina hełmu. To muchomor czerwony, grzyb, który jest bardzo trujący.
- To po co on w ogóle rośnie w lesie, skoro nie tylko nie można go zjeść, ale nawet można się nim otruć? - dziwił się Babik - Nie lepiej byłoby wyrzucić wszystkie takie grzyby z lasu?
- Głuptasku, jedzenie dla nas to tylko jedna z wielu funkcji grzybów i to bynajmniej nie najważniejsza - zaśmiała się mama - Czy widzisz te wszystkie opadłe liście wokół nas, te leżące gałęzie, kłody i szczątki roślin? Może mi nie uwierzysz, ale gdyby nie grzyby, to leżałyby one tutaj chyba do końca świata. Grzyby rozkładają je uwalniając przy tym zawarte w tych szczątkach substancje, które są wykorzystywane później przez rośliny.
- Ten muchomor też?
- A jakże! Grzyby pracują trochę jak leśni sprzątacze. Pełnią też jednak wiele innych funkcji. Popatrz tam ? co widzisz pod tamtym świerkiem?
- Mamo, borowiki! Jakie śliczne!
- No właśnie - potwierdziła mama - A zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego rosną akurat pod świerkiem, a nie na przykład pod brzozą? Grzyby często związane są z określonym gatunkiem drzewa rosnąc w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Mały grzyb bardzo pomaga swojemu olbrzymiemu sąsiadowi - drzewo ma dzięki niemu lepszy dostęp do wody i soli mineralnych, otrzymuje także prezenty w postaci różnych substancji wytwarzanych przez grzyba.
Babik zaskoczony przypatrywał się małemu borowikowi dziarsko stojącemu tuż obok olbrzymiego świerka. - Taki maluch, a taki ważny - pomyślał z podziwem. Drepcząc u boku mamy rozglądał się ciekawie szukając, gdzie też spomiędzy mchów i borówek wystrzeli w górę kolejny kapelusz leśnego sprzątacza.