13.09.2009
- Jaki piękny poranek - pomyślał borsuczek Babik przeciągając się przed wejściem do nory - Zapowiada się wprost cudowny dzień.
Trudno było się z nim nie zgodzić. Promienie wschodzącego słońca wyłuskiwały wciąż jeszcze ukryte w półmroku kształty, a ptaki głośnym śpiewem zdawały się witać każdy nowooświetlony liść drzewa. Rześki poranny wietrzyk mierzwił futerko borsuczka kiedy ten pochylał się, aby kilkoma kroplami rosy zmyć z pyszczka ostatnie resztki snu.
- Piękny dzień, o, piękny dzień - nucił pod nosem Babik pakując nowiutką wędkę, komplet haczyków i trochę innego wędkarskiego ustrojstwa. Tak, Babik, wybierał się nad strumień, aby spróbować swojego szczęścia - jak pięknie byłoby móc potem opowiedzieć swoim leśnym przyjaciołom, że własnymi łapkami złowił taaaaaaaaką rybę! Na samą myśl o tym borsuk wyszczerzył ząbki w uśmiechu. Czym prędzej dokończył pakowanie i nie zwlekając dłużej pobiegł nad strumień.
Kiedy dotarł na miejsce słońce na dobre wychyliło się zza góry. Babik rozejrzał się szukając odpowiedniego miejsca. Kamieniste dno strumienia nie obiecywało wielkiej wygody w oczekiwaniu na taaaaaaką rybę, ale nic to! Przy pomocy paru kępek mchów udało się borsuczkowi umościć na tyle miękkie siedzonko, że mógłby tam spędzić choćby i cały dzień.
- Zanim zacznę łowić muszę zjeść śniadanie - pomyślał Babik, kiedy jego brzuszek dość głośnym burczeniem zdawał się wołać: Nakarm mnie! Z lubością wciągnął zapach leśnych malin, które mama przygotowała mu na śniadanie. Już miał zagłębić łapkę w pachnącej miseczce, gdy nagle zdało mu się, że w strumieniu pomiędzy kamieniami mignęło mu jakieś sreberko. Zaciekawiony nachylił się i ze zdziwieniem zobaczył wpatrzone w siebie oczy szarozielonkawej ryby. Chwilę wpatrywali się w siebie, po czym ryba wychyliła pyszczek i powiedziała:
- Cześć!
- Cześć - odpowiedział zaskoczony Babik - A kto ty jesteś?
- Ja jestem pstrąg, w dodatku potokowy - z dumą odpowiedział pstrąg. Jego nakrapiane ciemnymi plamkami boki zamigotały w słońcu - a co tutaj robisz?
- Eee, jem maliny - wydusił z siebie Babik łapką wsuwając sprzęt wędkarski pod najbliższy krzak. Jak mógłby teraz przyznać się, że przyszedł łowić ryby. Wystający z wody pyszczek był tak sympatyczny.
- Co słychać? - zapytał Babik nie wiedząc tak naprawdę, o czym można porozmawiać z rybą.
- W porządku - odparł pstrąg - Piękny dzień, prawda? Aż przyjemnie jest pouganiać się trochę za owadami i ich larwami na śniadanie. Nie mają ze mną szans, a tak prawdę mówiąc w tym strumieniu nikt ze mną nie wygra.
Babik nie dziwił się chełpliwości pstrąga. Ciało ryby przypominało torpedę, co sugerowało doskonałego i szybkiego pływaka.
- Nie wygra, nie wygra - burknął nagle ktoś z boku - może i nie wygra, ale też nie musi.
Borsuczek szybko odwrócił głowę i spojrzał prosto w wyłupiaste oczy drugiej ryby. Wyglądała zupełnie inaczej niż pstrąg - brązowoszara, z ciemnymi, poprzecznymi paskami na grzbiecie, trochę garbata, ale tym, co najbardziej przykuło uwagę Babika były jej płetwy. Nigdy wcześniej nie widział płetw z taką ilością kolców. Dodatkowo płetwy te nie były jednolicie ubarwione ? wyraźnie widać było na nich poprzeczne prążki.
- A, pan głowacz - uśmiechnął się pstrąg - Pan tak przy powierzchni?
- To, że jestem rybą denną i żyję pod kamieniami nie oznacza, że nie mogę wypłynąć wyżej, zwłaszcza kiedy słyszę twoje przechwałki smarkaczu. Ledwo się z ikry wylęgł i już nosa zadziera - mruknął głowacz dając nurka pod wodę.
- Kto to był? - zainteresował się Babik.
- Głowacz pręgopłetwy. Żyje w tym strumieniu, ale najczęściej trzyma się dna. Nie przejmuj się jego mrukliwością, często jest taki. Pływa ciągle zmęczony, bo jak każdy samiec głowacza opiekuje się swoimi dziećmi, a ma ich każdego roku sporą gromadkę do upilnowania.
- A są tu jeszcze jakieś inne ryby? - zapytał borsuczek.
- Nie, w potokach u stóp Babiej Góry żyją tylko pstrągi potokowe i głowacze pręgopłetwe, a gdybyś poszedł nieco wyżej, to nawet tych ryb byś już nie znalazł.
- A co z małymi jeziorkami? Przecież tyle ich jest w lesie.
- To prawda, ale z większości z nich nie wypływa żaden potok, więc jak mielibyśmy do nich dotrzeć? Zresztą one w lecie wysychają, a przecież dobrze wiesz, że bez wody czujemy się jak ryba bez wody! - pstrąg zakręcił młynka zadowolony ze swojego żartu - Dobra, pomalutku będę spływał, jest jeszcze tyle owadów do złapania!
Raz machnął płetwą ogonową i już go nie było.
- Faktycznie, szybki jest - mruknął Babik, który nie zdążył nawet powiedzieć "Cześć". Spakował wszystkie swoje przybory wędkarskie z mocnym postanowieniem, że od tej pory nad strumień będzie chodził nie po to, by ryby łowić, ale po to, by z nimi spokojnie porozmawiać.